|
||||
| Kanikuła |
|
Nareszcie lato! Przyszło niespodziewanie, kompletnie niezapowiedziane. Dzieciaki odebrały cenzurki, mogą cieszyć się wakacjami, bez względu na to, jakie stopnie na świadectwie były. Laba i tyle.
Wszystkich cieszy zasłużony odpoczynek, bo przecież wakacje, to ten czas, na który wszyscy czekamy jak na nagrodę po całorocznym wysiłku. Mamy plany, marzenia, pomysły, jak kanikuła będzie wyglądała.
Dla jednych będzie kolejnym wyjazdem na wyspy kanarkowe, gdzie pod palmą będą myśleć o planach wypadu na narty, dla innych marzeniem o chwilach spędzonych pod przysłowiową gruszą, ale będą też tacy, którym wakacyjne szaleństwo przepłynie obok w postaci rozbawionego tłumu turystów, którym trzeba będzie zapewnić odpowiednią porcję rozrywki. Jednym słowem – lato w mieście.
A jak już jesteśmy przy tematach miejskich, to trudno nie wrócić myślami do ostatniej sesji Rady naszego pięknego grodu. Wielu z nas miało możliwość za pośrednictwem tak zwanych medialnych przekaźników uczestniczyć w tym niezbyt precyzyjnie wyreżyserowanym spektaklu, jaki zafundowali nam wybrańcy ludu podczas ostatnich obrad.
Po pierwsze spektakl był nieco przydługi. Bite prawie dziewięć godzin w marnej reżyserii mogło znużyć najbardziej zatwardziałych miłośników teatru zwanego życiem. Aktorzy też nie do końca dopracowali role. I gdyby był jakiś autor, to powinien się cieszyć, że widzowie do wyrażenia swoich uczuć użyli jedynie zgniłych pomidorów, a nie, dajmy na to, połówek cegieł.
Bo wartością aktora nie powinno być przecież to, jak głośno potrafi krzyczeć. A populistyczne kwestie pojawiają się jedynie w marnych sztukach. Teatr to przecież również tak zwana kultura. Kiedy więc pokrzykujemy na zaproszonego gościa, bo ośmiela się mówić rzeczy, które nie są nam miłe, z kulturą mijamy się szerokim łukiem. Bo ostatecznie gość pozostaje gościem.
Ale łatwiej krzyczy się na gościa, który przyszedł z sąsiedztwa, bo już ten, który przyjechał z daleka, choćby nie wiadomo, jakie androny opowiadał o cenach gruntów, braku dróg i o tym jak heroicznie za wielką kasę walczył o inwestorów dla naszego grodu, jest z atencją wysłuchany i nikt nie ośmiela się nawet zadać mu pytania. Tak, na swojego krzyczy się łatwiej.
Przyda nam się ta kanikuła. Spracowane umysły naszych szacownych rajców być może nieco wypoczną. Opadną emocje wraz z pyłem bitewnym, wystygną animozje, może nawet pojawią się jakieś nowe pomysły na to, co dalej z tym nieszczęsnym pobojowiskiem zrobić. Tak, wakacje są nam wszystkim potrzebne. Może nawet takie w miejskich murach, bo wtedy dobrze widać, jak na naszym całorocznym grzechu zaniechania korzystają kreatywni sąsiedzi. Miłych wakacji!
REDAKTOR
|




