
W połowie 1980 r. upomniała się o mnie armia. 4 lipca zostałem żołnierzem, podchorążym Szkoły Oficerów Rezerwy przy Wyższej Szkole Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu. Jak to w ówczesnym wojsku bywało obowiązkowo oglądaliśmy o 19.30 w telewizji "Dziennik". Z gazet mieliśmy do dyspozycji "Trybunę Ludu", "Żołnierza Wolności" oraz "Żołnierza Polskiego". Wszystkie te pisma były organami prasowymi PZPR i "trzymającymi linię". I jak wszystko w PRL-u były cenzurowane. Byliśmy więc skazani na jednostronny przekaz informacji do czasu, gdy jednemu z kolegów udało się przemycić tranzystorowe radio, którego po capstrzyku słuchał pod kocem. Najczęściej "Wolnej Europy". I dzielił się z nami zasłyszanymi wiadomościami. To stąd wiedzieliśmy o strajkach w Lublinie i Świdniku, o których była cisza w państwowym radiu i telewizji, o gazetach nie wspominając. Gdy wybuchły strajki na Wybrzeżu nie udało sie już władzy dalej trzymać niczego w tajemnicy. Z nadzieją patrzyliśmy na Gdańsk i Szczecin, gdzie toczyły się rozmowy ze strajkującymi robotnikami. Od tamtych dni minęło 30 lat. Kawał czasu. Jak dzisiaj widzę tamten sierpień? Kiedy dzisiaj czytam 21 gdańskich postulatów widać, jakimi wtedy żyliśmy złudzeniami. Ale tamten sierpień tchnął nadzieję w ludzi. Jak była ona ogromna świadczy błyskawiczny rozrost organizacyjny „Solidarności”. W krótkim czasie liczyła 9 milionów członków. Bezpartyjnych i partyjnych. W tamtym sierpniu pełni nadziei na lepszą przyszłość nie wiedzieliśmy jeszcze ku czemu zmierza Polska. Na myśl nie przyszłoby nam nawet, że oto na naszych oczach rozpoczyna się demontaż powojennego układu politycznego w Europie... Józef Szczepańczyk ("Extra Powiśle")