Niedziela, 5 Września 2010
Extra z Extra
PDF Drukuj Email
Koleją lub trabantem w siną dal

hobbyBartosz Dobrzyński, dwudziestodwuletni zduńskowolanin, to pasjonat kolei i trabantów. Jako wolontariusz pracuje przy udrażnianiu szlaku kolejowego Rogów - Rawa - Biała. I marzy o kolejnym aucie, trabancie z lat 60...

- Pierwsza zdecydowanie była kolej, od kiedy pamiętam moi rodzice zabierali mnie na wycieczki na dworzec, a mnie się to strasznie podobało - opowiada Bartek. - Stare pociągi mają duszę, swoją historię.

Bartek pracuje jako wolontariusz na kolei wąskotorowej Rogów - Rawa - Biała. Jest to kolej prowadzona przez wolontariuszy, całkowicie non profit.

- Staramy się przywrócić dawny klimat kolei z lat 60. i 70.. Własnoręcznie udrażniamy szlak kolejowy. Dla mnie to świetny sposób na spędzanie wolnego czasu, jak tylko mam urlop jadę do Rogowa i zajmuję się tym, co lubię. Nic nie daje takiej satysfakcji, jak po naprawie wyjeżdża lokomotywa. Robię coś, co ma pożytek dla przyszłych pokoleń. Aby dzieci wiedziały, jak wyglądała kolej 30 - 40 lat temu. Moja dziewczyna też zaczyna połykać tego bakcyla.

Pociąg do techniki
Trabantami Bartosz zainteresował się około trzech lat temu. Zbliżały się wakacje, i zaczął szukać taniego auta na wakacje.

- I tak stałem się posiadaczem trabanta, młodego - bo z 1991 r. - wspomina hobbysta. Po wakacjach jednak, zamiast go sprzedać, zacząłem naprawiać samochód. Jest to auto klasyczne, nietuzinkowe. Mało kto się za nim nie obejrzy. No i co ważne - wiem, że na żadnej jego części nie jest napisane: Made in China.

Zdaniem Bartka, zainteresowanie trabantami i koleją łączy szeroko rozumiana dawna technika, to ona spaja te dwie pasje.

- Mojego trabanta kupiłem od pasjonata spod Częstochowy, nie jest to typowy dwusów, wyposażony jest w silnik volkswagena polo - opowiada Dobrzyński. - Tak naprawdę remont mojego trabanta wciąż trwa. Przemalowałem go na czerwony kolor z białym dachem.

Marzenia o "dziadku"
Bartek planuje zakup kolejnego trabanta - szuka teraz starszego auta, z przełomu lat 60. i 70. 

- Jest szereg szczegółów, który go wyróżnia, w środowisku trabanciarzy nazywamy go dziadkiem - śmieje się Dobrzyński. - Zresztą wśród pasjonatów o naszych autach krąży wiele dowcipów. Na przykład, dlaczego w trabancie jest ogrzewana tylna szyba? Żeby ręce nie marzły podczas pchania. Albo inny, jak podwoić wartość trabanta? Zatankować go do pełna.

Bartek po zakupie trabanta zarejestrował się na forum klubu cartoontrabant i wtedy zawiązały się pierwsze kontakty. 

- Wymieniamy części, doświadczenie. W dobie Internetu kontakt pomiędzy pasjonatami nie jest problemem - stwierdza Dobrzyński.

W tym roku, w drugiej połowie lipca odbył się w Zduńskiej Woli zjazd kolekcjonerów starych aut.
Udało się zgromadzić około 40 samochodów, w większości były to trabanty z całej Polski. 

- Przyjechały ekipy ze Śląska, z Małopolski, Wielkopolski. Mieliśmy wołgę z 1964 roku, trzydrzwiowego poloneza, żuka pożarniczego. Sam zlot nazwaliśmy III Centralnym Zjazdem Pojazdów Komunistycznych - mówi Bartek, który był współorganizatorem tego wydarzenia.

Bartek, zapytany o marzenia dotyczące jego hobby, bez namysłu odpowiada: 

- Chciałbym kupić "dziadka", a jeśli chodzi o kolej, cieszyłbym się, gdyby skansen lokomotyw w Karsznicach zaczął sensownie funkcjonować. (AM)

Apel do czytelników: Jeśli macie części do trabantów lub samochody, proszę o kontakt. Tel. 697-424-116 lub email: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

"Extra Zduńska Wola"

 
PDF Drukuj Email
6-latki idą na studia!

V.studiaWybitna kadra profesorów i doktorantów, interaktywna nauka od fizyki po paleontologię, około 10-ciu wykładów i 60-ciu godzin specjalistycznych warsztatów w ciągu 10 miesięcy roku akademickiego. W Kielcach swoją działalność rozpoczął Uniwersytet Dziecięcy UNIKIDS. Najmłodszy student może mieć 6 lat. Najstarszy 12.

Przed nimi zmagania edukacyjne z takich dziedzin naukowych, jak robotyka, entomologia, archeologia, czy paleontologia. Nauczą się hodować kryształy, wyprodukują własne perfumy, zbudują prawdziwego robota, a dodatkowo wyjadą w podróż w poszukiwaniu skarbów na prawdziwych wykopaliskach archeologicznych. W październiku rozpoczną się zajęcia na Uniwersytecie Dziecięcym UNIKIDS w Kielcach. Trwa nabór na pierwszy rok

8 lat i ponad 200 tys. studentów – dzieci chcą się uczyć
Pierwszy na świecie Uniwersytet Dziecięcy powstał w czerwcu 2002 roku w Niemczech. Minęło 8 lat, a na przestrzeni tych 96 miesięcy powstało ponad 100 takich uniwersytetów. To daje średnią ponad jednego Uniwersytetu Dziecięcego na miesiąc! Według szacunków z tego typu edukacji korzysta dziś 200 tysięcy dzieci w wieku 6-12 lat na całym świecie. W Polsce największy Uniwersytet Dziecięcy UNIKIDS zgromadził w zeszłym roku ponad 1500 studentów! 

Cel Uniwersytetów jest prosty: nauczać, ale nie tylko za pośrednictwem podręczników. Młody student poszerza swoją wiedzę poprzez praktykę, przeprowadzane doświadczenia, eksperymenty, ale także dzięki interaktywnej zabawie. Taka forma nauki sprawia, że dzieci kończą zajęcia z uśmiechem na twarzy, ale przede wszystkim ze zdobytą wiedzą. Na Uniwersytecie Dziecięcym UNIKIDS w Kielcach najmłodszych naukowców w kraju uczyć będą prawdziwi profesorowie oraz doktoranci. 

- Dzieci chcą się uczyć, ale uczyć w sposób dla nich zrozumiały i najbardziej interesujący. Najmłodsi mają dobrą pamięć i często są wzrokowcami, dlatego tak istotne jest „pokazywanie” im nauki na żywo, na wyciągnięcie ręki. Tutaj nie będą się uczyć tylko za pomocą podręczników szkolnych. Każdy wykład będzie miał interaktywną formułę. Profesor nie przyjedzie na wykład i nie będzie mówił i mówił. Będzie rozmawiał, zachęcał dzieci do mówienia, dzielenia się ze swoimi spostrzeżeniami. Na warsztatach nie zabraknie eksperymentów, doświadczeń, a także wycieczek edukacyjnych – opowiada Urszula Kamińska, koordynator Uniwersytetu Dziecięcego UNIKIDS w Kielcach.

Od fizyki po paleontologię
Zaletą Uniwersytetu Dziecięcego UNIKIDS jest także jego oferta edukacyjna. Najmłodsi naukowcy w kraju nie tylko będą uczyć się standardowych przedmiotów typu fizyka, czy chemia, ale będą mieli także okazję poszerzyć swoją wiedzę z takich dziedzin naukowych, jak robotyka, geologia, entomologia, neurofizjologia, archeologia, czy nawet paleontologia. Nauczą się hodować kryształy, wyprodukują własne perfumy, zbudują prawdziwego robota, a dodatkowo wyjadą w podróż w poszukiwaniu skarbów na prawdziwych wykopaliskach archeologicznych.

O tym, jak ciekawa może być nauka na Uniwersytecie Dziecięcym UNIKIDS w Kielcach, najmłodsi naukowcy w Polsce przekonają się już na pierwszym październikowym wykładzie. Warsztaty organizowane będę w piątkowe i sobotnie popołudnia. 

Trwa nabór
Studentem UNIKIDS może zostać każde dziecko w wieku od 6 do 12 lat. Nie ma egzaminów wstępnych, ani rozmów kwalifikacyjnych. O przyjęciu decyduje wyłącznie chęć wszechstronnego rozwoju kandydata potwierdzona zgłoszeniem. Rejestracja odbywa się poprzez stronę internetową www.unikids.pl, gdzie znajdują się wszystkie niezbędne informacje. Wystarczy wybrać miasto Kielce, a następnie zakładkę „Formularz zgłoszeniowy”.

"Extra Kielce"

Tu znajdziesz informacje o wszystkich działających w Polsce uniwersytetach dla dzieci:

http://www.unikids.pl/

 
PDF Drukuj Email
Uczniowie zasiedli w ławkach, nie na długo...

szkola_malaJuż dziś, punktualnie o 8.00 rano, we wszystkich szkołach zabrzmi pierwszy "prawdziwy dzwonek". Białe koszule, granatowe spódnice i apel z okazji 1 września przeszły już do historii. Plan zajęć podany, pora zasiąść w ławkach i rozpocząć kolejny rok edukacji.

5 milionów uczniów polskich szkół na kolejne wakacje będzie musiało poczekać do 22 czerwca przyszłego roku. Wydawać by się mogło, że to cała wieczność, ale po drodze przecież wiele wolnych od nauki dni. 

Zanim się obejrzymy będzie 14 października - Dzień Edukacji Narodowej, popularnie zwany Dniem Nauczyciela. Z pewnością w wielu szkołach właśnie tego dnia lekcje zostaną skrócone, odbędą się specjalne apele i akademie. 

Niecałe trzy tygodnie później, 1 listopada, który w tym roku wypada w poniedziałek. Uczniowie mogą liczyć na długi weekend. Narodowe Święto Niepodległości, obchodzone 11 listopada też wypada w tym roku w samym środku szkolnego tygodnia. 

Nim się obejrzymy, uczniowie już będą myśleć o świętach Bożego Narodzenia. Wigilia wypada w tym roku w piątek. Tak więc uczniowie przed zimową przerwą pójdą do szkoły ostatni raz w środę, 22 grudnia, a wrócą dopiero w nowym roku - w poniedziałek, 3 stycznia. 

Później zimowe, dwutygodniowe ferie. 

Po nich wiele wolnych dni przy okazji egzaminów na zakończenie szkoły podstawowej i gimnazjum. I oczywiście matury, które też są okazją do kilku dni odpoczynku, jeśli oczywiście sami nie musimy pisać egzaminu dojrzałości. 
I tym sposobem znów będzie czerwiec! A w tym roku nauka zakończy się wyjątkowo wcześnie - 22 czerwca (po raz ostatni - od przyszłego roku szkolnego uczniowie będą żegnać się ze szkołą w ostatni piątek czerwca).

Na dodatek resort edukacji zaplanował w tym roku dodatkowe, nawet 10 dni wolne od nauki. 

O tym, kiedy uczniowie będą mogli zostać w domach zdecyduje dyrektor ich szkoły. Wcześniej będzie musiał się jednak skonsultować z rodzicami i samorządem uczniowskim. Wszystkie dodatkowe wolne dni w tym roku muszą zostać zaplanowane do 15 października. 

Dokładna ich liczba jest jednak uzależniona od typu szkoły. Na maksymalnie 6 dni dodatkowego odpoczynku mogą liczyć uczniowie szkół podstawowych, zasadniczych szkół zawodowych, szkół policealnych oraz placówek kształcenia praktycznego i placówek kształcenia ustawicznego. 

Gimnazjaliści mogą mieć 2 dni więcej, a uczniowie liceów, liceów uzupełniających, techników i techników uzupełniających maksymalnie 10 dni. 

Jak wyjaśnia Ministerstwo Edukacji Narodowej, dodatkowe dni mają ułatwić szkołom przeprowadzenie egzaminów zewnętrznych. 

Dyrektorzy mogą je też wykorzystać na święta religijne, które nie są ustawowo dniami wolnymi od pracy. Jak wyjaśnia MEN ma to pozwolić uczniom innego wyznania niż katolickie na obchodzenie świąt zgodnie ze swoją wiarą. 

Co ważne, pracujący rodzice nie muszą się martwić, że ich dziecko będzie musiało zostać samo w domu podczas dnia wolnego w szkole. Placówki będą miały obowiązek zorganizowania podczas dodatkowych dni wolnych, zajęć wychowawczo-opiekuńczych.

Drodzy uczniowie! Choć wydaje Wam się, że nie uda się wytrwać w ławach szkolnych do kolejnych wakacji, my mówimy - spokojnie! Rok szkolny 2010/2011 skończy się zanim zdążycie się obejrzeć. (AZ)

"Extra Zduńska Wola"

Na zdjęciu: Pierwszoklasiści ze Szkoły Podstawowej nr 7 w Zduńskiej Woli w skupieniu uczestniczyli wczoraj w uroczystej akademii



 
PDF Drukuj Email
Kto straci na zmianach w waloryzacji emerytur?
zloty_yochim_malePremier Donald Tusk zapowiedział zmianę zasad waloryzacji emerytur i rent. Zamiast podwyżki procentowej, przyznawanej raz w roku, chce wprowadzić jednakową dla wszystkich emerytów i rencistów podwyżkę kwotową. Nowe zasady miałyby obowiązywać przez trzy lata.

To nie jest dobre rozwiązanie, bo może rodzić niesprawiedliwości społeczne - komentuje Małgorzata Rusewicz, dyrektorka Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy PKPP Lewiatan.

Obecnie emerytura rośnie wszystkim raz w roku o ustalony procent. Skala kwotowa podwyżki zależy więc od wysokości pobieranej emerytury. Najbiedniejsi emeryci, którym ZUS wypłaca najniższe świadczenia, dostają podwyżkę w wysokości 20-30 zł, a ci, którzy wypracowali znacząco wyższą emeryturę, mogą otrzymać 100-200 zł. Tylko niewielka część pieniędzy, które rząd przeznacza co roku na podwyżki emerytur, trafia do najbiedniejszych. Premier chce zmienić ten stan rzeczy i wprowadzić jednakową podwyżkę dla wszystkich. W ciągu trzech lat miałoby nastąpić przynajmniej minimalne wyrównanie świadczeń emerytalnych. 

PKPP Lewiatan dostrzega problem osób, które otrzymują niskie emerytury, często w minimalnej wysokości. Nowe zasady waloryzacji świadczeń budzą jednak wątpliwości. Skorzystają na nich jedynie osoby pobierające niskie emerytury, pokrzywdzeni mogą się poczuć ci, którzy dzięki wysokim kwalifikacjom i cięższej od innych pracy dostają wysokie świadczenia. Propozycja waloryzacji kwotowej może być niezgodna z Konstytucją RP. 
Dlatego warto rozważyć, pamiętając o problemach, z jakimi boryka się budżet, podwyższenie minimalnej emerytury i renty, ale dopiero po tym, jak rząd przedstawi pełen pakiet naprawy finansów publicznych. Niezależnie od wszystkiego należy zastanowić się, czy stać nas na utrzymanie obecnego sposobu waloryzacji świadczeń. Zmian wymagają również przepisy dotyczące funkcjonowania III filaru, którego celem było uzupełnienie przyszłych emerytur. System ten ciągle nie działa z powodu zbyt skomplikowanych przepisów i brak zachęt dla osób mniej zarabiających – dodaje Małgorzata Rusewicz. (dm)


"Extra Podkarpacie"

Fot. stock.xchng/yochim

 
PDF Drukuj Email
Anioł wolności miał na imię „Solidarność”

6_Sierpien_1980_maleKiedy w 1980 r. w stoczni gdańskiej przywódca „Solidarności” Lech Wałęsa i przewodniczący komisji rządowej Mieczysław Jagielski podpisywali zakończenie największego strajku w Polsce, byłem świeżym absolwentem uczelni pedagogicznej i miałem rozpocząć pracę w jednej z ciechanowskich szkół podstawowych. Ale to, co się działo w kraju, nie pozwalało skoncentrować uwagi na przygotowaniu się do nowego roku szkolnego.

Rozprzestrzeniające się jak grzyby po deszczu robotnicze strajki, przyciągały uwagę chyba wszystkich Polaków, którzy świadomie lub podświadomie czuli, że na ich oczach dokonuje się jakieś przełomowe wydarzenie, podważające fundamenty ustroju totalitarnego państwa, do którego jednak jakoś przywykli. 

Byłem już nieco przygotowany do krytycznej oceny polskiej rzeczywistości, świadomy jej politycznych, społecznych, a zwłaszcza gospodarczych absurdów. Z przekazów rodzinnych, publikacji wychodzących na emigracji, nocnych rozmów z kolegami i przyjaciółmi znałem też ponure i groźne oblicze komunizmu i PRL-u. Dlatego nie mieściło mi się w głowie, że w dziesięć lat po wydarzeniach grudniowych w 1970 roku i cztery lata po czerwcu 1976 roku władze polityczne komunistycznego państwa ugną się pod żądaniami „ogłupionych przez cyniczną opozycję roboli”.

Przylepiony do głośnika radia nasłuchiwałem wiadomości z „Radia Wolna Europa”’ BBC, Głosu Ameryki. Cały wolny świat oniemiał z podziwu wobec zbiorowego protestu polskich robotników, którzy żądają godziwego życia, prawdy w życiu publicznym i pełnej suwerenności ojczyzny, a polska telewizja i radio milczały. Włączałem od czasu do czasu telewizor, ale tam jak zwykle panowała nuda, drętwa mowa, prymitywna agitacja partyjnych aparatczyków.

Kiedy śledzący wydarzenia mój tata zapytał, co sądzę o strajkach, a zwłaszcza żądaniach politycznych stoczniowców, odparłem absolutnie przekonany, że władza zaakceptuje żądania podwyżek płac, ale nie ugnie się przed postulatami politycznymi. Obawiałem się, że postulat wolnej prasy, niezależnych od PZPR związków zawodowych nie są realne, a ich przyjęcie przez rząd byłoby aktem kapitulacji i faktycznym końcem rządów komunistycznych. Sądziłem, że jest to po prostu niemożliwe, aby ustrój, wspierany potęgą militarną Związku Radzieckiego, miał się zakończyć lub radykalnie zmienić swoje oblicze.

Kiedy dziś po trzydziestu latach piszę te słowa, wstydzę się swojej niedojrzałości, ale warto to sobie uprzytomnić, aby tym bardziej docenić tych, których niezgoda na fałsz i głupotę nie skrępowała marzeń i woli działania. 

Strajkującym musiała przecież towarzyszyć obawa, a nawet strach, że władza może zrobić wszystko z tymi, którzy się jej jawnie sprzeciwiają. Wyobraźnia przywoływała pamięć tragicznych polskich miesięcy zbroczonych krwią, wypełnionych cierpieniem bohaterów i bólem ich rodzin. Tylko w okresie komunizmu przeżyli Polacy czerwiec (1956 i 1976r.), marzec (1968r.), grudzień (1970r.), a upiorna mistyka tych miesięcy zaczynała się przecież od powstań narodowych w XIX wieku. W sierpniu 1980 roku nikt nie wiedział czy otworzymy nowy rozdział polskiej martyrologii, czy też niezwykłe zjawisko „Solidarności” zakończy ponury okres zniewolenia i przyniesie odrodzenie narodu. Że nie były to obawy bezpodstawne, generał Wojciech Jaruzelski przekonał nas po 16 miesiącach wolności, kiedy 13 grudnia 1981 roku wprowadził w Polsce stan wojenny. Ale wówczas w sierpniu 1980 roku w kraju panowała euforia i niezwykłe podniecenie, niekiedy wyrażane głośno i publicznie, częściej szeptem, wśród rodziny, znajomych, przyjaciół. Czy wytrzymają, czy się nie ugną? W połowie sierpnia w stoczni gdańskiej ogłoszono strajk okupacyjny, a na czoło strajku wysunął się Lech Wałęsa. Wkrótce do strajkujących dołączyły pozostałe zakłady Trójmiasta, pojawili się opozycyjni politycy z Warszawy. Wszyscy mieliśmy przekonanie, że nadchodzi kulminacyjny moment. I wreszcie chwila, na którą czekała cała Polska. Wysłannik rządu Mieczysław Jagielski nie miał wyjścia. Wspólnie z Lechem Wałęsą podpisali zakończenie strajku i historyczne porozumienie w legendarnej sali BHP gdańskiej stoczni. 31 sierpień 1980 r. stał się historyczną datą. 

Tam wtedy najmocniej biło serce Polski.Były wakacje, nie miałem kontaktu ze szkołą, nauczycielami, a czułem, że historia rodzi się na moich oczach. Nie wyobrażałem sobie, że będę tylko biernym obserwatorem wydarzeń. Ale środowisko nauczycieli nie spieszyło się z jawną akceptacją tego wielkiego społecznego protestu. Dopiero we wrześniu udało mi się za namową wspaniałej nauczycielki pani Karoliny Domurad skłonić kilkoro kolegów do założenia komisji zakładowej nauczycieli. Byłem z tego niezwykle dumny. Kiedy niosłem zgłoszenie do Stolbudu w Ciechanowie, gdzie mieściła się siedziba „Solidarności”, rozpierała mnie radość i duma, że włączam się w ten sposób w jakieś wielkie zbiorowe działanie, spełniam jakiś wielki narodowy obowiązek. Już wtedy „Solidarność” była dla mnie czymś więcej niż związkiem zawodowym, raczej jakimś związkiem patriotycznym, który odważył się wypowiedzieć posłuszeństwo komunistycznej władzy. Kiedy następnego dnia pochwaliłem się tym gronu kolegów, napotkałem zimne spojrzenia, usłyszałem zdawkową, chłodną odpowiedź, widziałem zupełny brak zainteresowania moim entuzjazmem. Byłem stosunkowo młodym człowiekiem, choć byłem już żonaty i miałem niespełna dwuletniego syna. Sadziłem, że prędzej czy później „mury runą i pogrzebią stary świat”, ale żeby to już teraz, w takich okolicznościach, tego nie byłem w stanie sobie wyobrazić. Powstanie „Solidarności” pozwoliło mi uwierzyć, że to jest możliwe i może się zdążyć prędzej, niż by ktoś przypuszczał. Dlatego wszystkim niezłomnym robotnikom i mądrym doradcom spod sztandaru „Solidarności” zawdzięczam coś niezwykle ważnego: swoje dorastanie do niezależnego myślenia, odrzucenie optyki zgody na podłą i głupią rzeczywistość, zaangażowanie się w działalność polityczną i społeczną. Wtedy właśnie 31 sierpnia 1980 roku urodziłem się tak naprawdę w sensie politycznym i obywatelskim.

W latach osiemdziesiątych po stanie wojennym zaangażowałem się w działalność opozycyjną, przy pomocy ciechanowskich duszpasterzy, zwłaszcza ks. prałata Ludomira Kokosińskiego, organizowałem prezentacje niezależnej kultury (Tydzień Kultury Katolickiej), wspólnie ze śp. Andrzejem Wojdyło i Stanisławem Węgłowskim doprowadziliśmy do zarejestrowania niezależnego stowarzyszenia „Politicus,” brałem czynny udział w kampaniach wyborczych do Sejmu i Senatu, następnie w wyborach do odrodzonego samorządu lokalnego, sprawowałem mandat radnego. Zaczęło się nowe życie, także dla mnie i mojej rodziny. Wszystko to zasługa „Solidarności”, odważnych i upartych robotników, którzy słuszny gniew potrafili zamienić w siłę zdolną zmieniać rzeczywistość. 
Wskazali drogę, którą poszli Polacy po godność i suwerenność - drogę ku wolności.

Wspaniałe świadectwo rozumienia istoty wolności zawiera wspomnienie K. Jagiełło, jednej ze strajkujących w gdańskiej stoczni:
„Gdy opuszczałam stocznię, tłum ludzi przed bramą skandował witając wychodzących robotników” „Dzię-ku-je-my, dzię-ku-je-my”. Za plecami usłyszałam rozmowę dwóch stoczniowców:
- No, to wreszcie jesteśmy wolni.
- Co ty, wolni byliśmy tam – mężczyzna pokazał ruchem głowy szeroko otwartą bramę stoczni”. (cyt. „Droga do Solidarności 1975-1980”, W-wa 2010)

Dziś, kiedy piszę te słowa, mój syn ma swojego niespełna dwuletniego synka. Przed nimi też piętrzą się kłopoty i wyzwania. Chcę, żeby i oni wiedzieli, że wszystko zaczęło się w Gdańsku w sierpniu 1980 roku, żeby nigdy nie zapomnieli, że anioł wolności miał na imię Solidarność.
Wszystkim tym młodym ludziom, którzy nie mogą pamiętać tamtych czasów, a pozostają z szacunkiem do heroicznej walki stoczniowców z Gdańska i Szczecina, rolników z Jastrzębia – Zdroju, hutników z Katowic, przypominam końcowe strofy wiersza wybitnego poety, adresowane do młodych polskich pozytywistów.

„Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!
Ze światem, który w ciemność już zachodzi
Wraz z całą tęczą idealnych snów,
Prawdziwa mądrość niechaj was pogodzi.
I wasze gwiazdy, o zdobywcy młodzi,
W ciemności pogasną znów!”
(Adam Asnyk „Do młodych”)

Ta tzw. pierwsza „Solidarność” to nasz narodowy skarb, historyczne dziedzictwo, ołtarz z płonącym żywym ogniem najczystszego patriotyzmu, przed którym warto się choćby rocznicowo zadumać, wskrzesić dawne emocje, przypomnieć dawne cele i marzenia. Tego w 30-tą rocznicę Porozumień Sierpniowych życzę wszystkim działaczom, członkom i sympatykom „Solidarności”.

„Mojej” boleśnie poróżnionej „Solidarności”, wszystkim liderom partyjnym i związkowym w Polsce i moim mieście, którzy widzą dziś w sobie nieprzejednanych wrogów nie ośmielam się czegokolwiek radzić, cokolwiek wskazywać czy do czegoś zachęcać. Chciałbym jedynie przywołać słowa piosenki „Modlitwa o wschodzie słońca” wykonywaną przez Jacka Wójcickiego z „Piwnicy pod Baranami”.

Każdy twój wyrok przyjmę twardy
Przed mocą twoją się ukorzę. 
Ale chroń mnie Panie od pogardy
Od nienawiści strzeż mnie Boże. 

Wszak Tyś jest niezmierzone dobro
Którego nie wyrażą słowa. 
Więc mnie od nienawiści obroń
I od pogardy mnie zachowaj. 

Co postanowisz niech się ziści
Niechaj się wola Twoja stanie, 
Ale zbaw mnie od nienawiści
Ocal mnie od pogardy, Panie. 
(słowa Nataniel Tenenbaum, muz. Przemysław Gintrowski z filmu Magdaleny Łazarkiewicz „Ostatni dzwonek”)

Bardzo bym chciał, aby pogarda i nienawiść wobec drugiego człowieka, nawet zdecydowanego oponenta czy groźnego przeciwnika, nigdy nie znalazły miejsca w waszych gorących sercach, a spory ideowe i polityczne wynikały z troski o wspólne dobro, by naznaczone szacunkiem dla odmiennych racji, poglądów i wyborów. Jestem przekonany, że ludzie „Solidarności” znajdą do tego siłę, wolę i odpowiednią determinację.

"Extra Ciechanów"

MACIEJ ADAMKIEWICZ
* autor wykorzystał tytuł spektaklu Krystyny Jandy przygotowany na 30. rocznicę Porozumień Sierpniowych nieco go zmieniając

Fot: Marek Piekarski
Tablica pamiątkowa na budynku przy ulicy Orylskiej, w którym mieściła się pierwsza siedziba władz ciechanowskiego oddziału NSZZ „Solidarność”

 


Strona 1 z 15