Niedziela, 5 Września 2010
Sposób na życie


PDF Drukuj Email
Moc, flow, Madfever

14.hobby2Szymon Nowakowski, wokalista, perkusista, muzyk. Choć ma dopiero 19 lat, gra w zespole już od sześciu. W czerwcu, zespół Madfever, w którym gra Szymon, został zwycięzcą bitwy kapel "Rock the City". Ale przygoda z muzyką zaczęła się dużo wcześniej...

- Moja siostra zaczęła grać na gitarze jak miałem 5 lat i wtedy postanowiłem, że ja też będę - opowiada Szymon. - Myślałem od początku o perkusji, ale nie było jej w szkole muzycznej. Mama zapisała mnie w przedszkolu na gitarę, na pierwszy stopień, potem jeszcze trochę grałem na pianinie.

Szymon skończył szkołę muzyczną, kiedy miał 13 lat, założył wtedy z kolegami zespół. Największym problemem okazało się znalezienie dobrego perkusisty. Wtedy Szymon postanowił spróbować. 

- Sprzęt pożyczyliśmy w Łasku, tam, gdzie była sala prób, jakoś się zaczęło, a ja ćwiczyłem, ćwiczyłem, aż w końcu coś zaczęło z tego wychodzić - dodaje Nowakowski.

Siła w bębnach

O co chodzi z perkusją? 

- Może moc - bez wahania odpowiada Szymon. - To jest takie wewnętrzne odczucie. Od zawsze chciałem grać na perkusji, ale dobrze wyszło, że zacząłem od innych instrumentów, wyszło mi to na dobre, teraz mogę też komponować.

Początki nauki gry na gitarze też nie były łatwe. 

- Pamiętam lekcje z nauczycielem, grałem 45 minut, a potem miałem ochotę zrobić jak Jimi Hendrix, rozwalić gitarę i podpalić - wspomina. - Na bębnach zacząłem za to grać z czystej przyjemności, to mi nie sprawiało jakiegoś problemu. Na pewno początki były słabsze, ale jak człowiek ćwiczy, to się staje lepszy w tym, co robi.

Muzycznie jestem tolerancyjny

Początkowo zespół Szymona grał same covery. Skład ciągle się zmieniał i w końcu okazało się, że jest kłopot z wokalistą. 

- Nie mogliśmy znaleźć wokalisty, były kłopoty, jak już znaleźliśmy dobrego, to współpraca nam się nie ułożyła. I wtedy ja zacząłem śpiewać, aby podtrzymać zespół, w zastępstwie. Zawsze byłem od brudnej roboty - śmieje się Szymon.

Grunge, rock, hard rock - to gusta muzyczne naszego bohatera. Pearl Jam, lata 90-te, ze starszych kapel The Rolling Stones czy też klasyka gatunku jak Gunsn' Roses. 

- Jeśli chodzi o pop, nie uznaję go za bardzo, ale muzyka to szeroka dziedzina i każdy znajduje coś dla siebie - dzieli się swoimi przemyśleniami Szymon. - Jak ktoś lubi techno, jedzie na Brzeski i też się fajnie bawi. Muzycznie jestem tolerancyjny.

Pearl Jam i Kalifornia

Muzyka to nie jedyna pasja naszego hobbysty. Jest nią też snowboard. Zdaniem Szymona snowboard wiążę się z muzyką - Dzięki muzyce mam, jak to się mówi w języku snowboardzistów, większy flow.

Poza pasjami, teraz na głowie Szymona sporo innych obowiązków. Nauka, studia. Będzie studiował Biznes Management w języku angielskim. 

- Why? For money naturalnie - z uśmiechem mówi Szymon.

Bliscy i znajomi muzyka akceptują jego wybory i podoba im się to, co robi. Gdyby Szymon mógł poprosić dobrą wróżkę o spełnienie życzenia i wybrać przed jakim zespołem może zagrać, byłby to...

- Z polskich Lady Punk lub T.Love, to dwie polskie kapele, które naprawdę lubię, to oni tworzyli subkulturę polską, szanuje ich. Ale tak najbardziej, to oczywiście przed Pearl Jam. Czujemy się bardzo związani muzycznie z tym zespołem, oni wszyscy wydali płytę w latach, kiedy my się urodziliśmy. To zespół naszych korzeni, nawet jak słuchamy długo czegoś innego i tak wracamy do Pearl Jam.

Za 5 lat Szymon widziałby się w... Kalifornii. 

- Jak się uda, mam nadzieję. Chciałbym, żeby z muzyką wypaliło, a jak się nie uda...nie, nie może się nie udać!

Agnieszka Mikołajczyk

"Extra Zduńska Wola"

 
PDF Drukuj Email
Kabaret Skeczów (nie) Męczących!

Kabaret_-_FotoMichał jest taki śmieszny, że po czterech dniach przebywania z nim umarłbyś ze śmiechu. Karol kupił sobie Subaru Imprezę i już wie jak spędzi wakacje. Jarek jest w kabarecie tylko dlatego, że ma ładną dziewczynę, a Marcin nie przyszedł na wywiad, bo „zaliczył zgona” – tylko dla Tygodnika „Poniedziałek” Kabaret Skeczów Męczących.

Skąd czerpiecie pomysły do skeczów?
Jesteśmy „krejzolami” (śmiech). A tak na serio to z życia je bierzemy, obserwujemy ludzi. Nie wiem czy zauważyłaś, ale jak przyszłaś tutaj do nas to na początku obserwowaliśmy też ciebie. Pomysły bierzemy z tego co się dzieje wokół nas, np. z wesela czy wieczoru kawalerskiego, na którym byliśmy.

Co zainspirowało Was na wieczorze kawalerskim?
Nie wiemy co tam się działo, ale przeważnie jest tak, że nikt nie wie (śmiech). Pamiętamy wszystko z organizacji, która była jeszcze na trzeźwo. W każdym bądź razie inspirują nas ludzie, których spotykamy czy piłka nożna. Lubimy patrzeć kto przychodzi na nasze występy i nawiązywać potem w skeczach do tego, bo np. dość często zdarzają się ludzie, którzy są bardzo śmiesznie ubrani.

Spotkaliście ostatnio kogoś kto był śmiesznie ubrany?
Tak, kilka dni temu spotkaliśmy mistrza świata jeśli chodzi o turystykę (śmiech). Opisujemy od góry: flanelowa koszula, czerwona czapeczka z prostym daszkiem, spodnie ¾ takie bojówki (typowo bazarowe), sandały i białe skarpety. Zachował minimalną odległość po między spodniami i skarpetkami, to były jakieś dwa centymetry. Idealny turysta w Egipcie. Bardzo nas zainspirował i prawdopodobnie kiedyś taka postać pojawi się na scenie. Jak będziemy robić jakiś skecz o turyście to „bankowo” będzie tak ubrany jak ten gość, bo to jest mistrzostwo świata. Twój strój też nas trochę zainspirował, także może kiedyś też sobie założymy takie krótkie spodenki jak ty. Fakt gorzej będziemy wyglądać, bo mamy dużo włosów na nogach (śmiech), ale warto spróbować.

Co robicie, kiedy macie już pomysł na skecz? Siadacie w studio i go tworzycie? Jak to wygląda?
To wygląda tak, że albo Karol, który jest tutaj obecny, albo Marcin, który niestety zaliczył „mega zgona”(śmiech) i nie dotarł na ten wywiad coś tam sobie piszą w sensie, że przynoszą szkielet jakiegoś skeczu. Wtedy siadamy na próbach i robimy wszystko tak, by było bardzo śmieszne. Generalnie to jest bardzo trudna rzecz zrobienie śmiesznego skeczu, to jest bardzo długa droga. Skecze, które napiszemy pokazujemy publiczności i weryfikujemy czy to jest śmieszne czy nie. Widać to po reakcjach ludzi i wtedy albo coś zmieniamy albo nie. Jeżeli ludzie się śmieją to znaczy, że to jest dobre. Staramy się cały czas skecze „tuningować”. Robimy bardzo dużo prób, jeśli nie mamy żadnego występu w miesiącu to widzimy się codziennie przez 30 dni.

Zdarza się, że na scenie sami się śmiejcie ze swoich skeczy, które pokazujecie ludziom?
Tak oczywiście i wtedy jest najfajniej. W tych wszystkich skeczach mamy swoje momenty, które uwielbiamy. Na przykład czasami się ktoś pomyli i ma wtedy smutne oczy drobiu – my tak to nazywamy. To są takie wielkie oczy, bardzo smutne, on nie wie co jest dalej, my zaczynamy się śmiać i jest fajnie. Nigdy nie powstrzymujemy się od śmiechu. Żaden nasz występ nie jest taki sam, zawsze coś dodajemy, by było inaczej.

Kim jesteście z zawodu?
Ja jestem szynszylem, a on małym krecikiem (śmiech). Na serio to mamy w swoim gronie politologa, magistra inżynierii i niedoszłego filologa angielskiego. Naszym głównym zajęciem jest jednak skecz. To jest nasza praca, hobby i nasze przekleństwo (śmiech). Staramy się zajmować tym bardzo profesjonalnie. Normalny widz nie zdaje sobie sprawy z tego jaka ta praca jest trudna. Wiele osób myśli, że praca w kabarecie to super sprawa, bo się cały czas śmiejesz. Czasami jest tak, że nie mamy ochoty się śmiać, a ta praca wymaga zawsze dobrego poczucia humoru.

Dlaczego taka nazwa kabaretu?
To są bardzo zamierzchłe czasy, kiedy odkryliśmy, że możemy być kabareciarzami. Byliśmy ludźmi, którzy próbowali wszystko organizować, kombinować, byliśmy tacy zabawni wtedy. Ja z Michałem i Marcinem, którego nie ma chodziliśmy razem do szkoły i mieszkaliśmy na osiedlu, które nazywało się KSM. Jak robiliśmy kabaret to zastanawialiśmy się nad nazwą i pomyśleliśmy, że nazwiemy kabaret KSM jak nasze osiedle. Rozwinęliśmy ten skrót kabaret skeczów męczących i tak jest do dziś. Trochę mało trafna nazywa, bo słowo męczący kojarzy się źle, ale dorobiliśmy do tego swoją, skuteczną ideologię, że męczymy śmiechem, że każdy wychodzi zdrowszy, szczęśliwszy z naszych występów.

Na co dzień też jesteście tacy zabawni?
Ja na co dzień jestem taki zabawny, że jak byś spędziła ze mną 4 dni to byś umarła ze śmiechu (śmiech). A tak na poważnie duża część tego co robimy na scenie wynika z naszych predyspozycji naturalnych, jesteśmy takimi „krejzolami”, mamy wuwuzele w głowie (śmiech). Dużą część naszego prywatnego bycia sobą przenosimy na scenę, dodajemy do tego trochę „pikanteri”, bo przecież każdy człowiek jest w swojej naturze nudny, dlatego my dodajemy do tego dużo „pikanteri”. W ogóle z racji pracy jaką wykonujemy ludzie oczekują tego, żebyśmy byli śmieszni.

Jakaś śmieszna sytuacja z waszego występu?
Takich sytuacji jest mnóstwo. Widzowie są różni i wiele rzeczy dzieje się spontanicznie. Jest typ widza, który podczas całego występu trzyma się barierki i gwiżdże, są tacy, którzy starają się wszystko wytłumaczyć np. pada jakieś pytanie na scenie, to są osoby, które biorą to na serio i krzyczą, że oni wiedzą i potrafią krzyczeć przez cały skecz, żeby ich docenić. My wiemy, że oni wiedzą, ale to jest skecz. Kiedyś zapytaliśmy publiczność, żeby podała nam przed skeczem nazwę klubu nocnego, do którego uczęszczają i zgłosił się pan, który miał 86 promili we krwi. Był jedyną osobą, która była odważna i z ciekawości zapytaliśmy go do jakiego klubu nocnego uczęszcza a on odpowiedział, że do Biedronki (śmiech). To przełożyło się na reakcję publiczności. Mamy też taki sprawdzony patent, nasze ulubione pytanie, które zadajemy: czy są wśród widzów pary małżeńskie. Zawsze nikt nie podnosi ręki i jest to w automatyczny sposób zabawne, bo 3 tysiące ludzi na widowni i nie ma małżeństwa.

Jaki jest wasz ulubiony skecz?
Mój ulubiony skecz to "Wieczór kawalerski", bo w nim nie gram i mogę sobie odpocząć i jest świetny (śmiech). Łatwiej byłoby powiedzieć, których skeczów nie lubimy. Mamy kilka, które można pokazywać zawsze i wszędzie i ludzie je lubią, a nam się już znudziły, albo po prostu chcielibyśmy pokazać coś nowego, a jednak ludzie mają swoje jakieś ulubione i trzeba je często powtarzać.

Nad którym skeczem najdłużej pracowaliście?
Nad każdym pracujemy zawsze bardzo długo, ale najdłużej chyba nad "Gram telegrą", który miał premierę telewizyjną. I odkąd pojawił się on w telewizji bardzo się zmienił i wygląda już trochę inaczej. Od momentu napisania i pokazania pierwszy raz skeczu do momentu kiedy on jest naprawdę dobry mija przeważnie 3 miesiące. W tym czasie przechodzi różne metamorfozy.

Są wakacje planujecie jakiś wyjazd?
Tak, ale na pewno osobno. Jarek: ja sobie pojadę na działkę i będę patrzył co tam ciekawego rośnie, bo mam nową działkę (śmiech). Karol: ja też wakacje spędzę w domu i będę jeździł samochodem. Jarek: bo Karol kupił sobie Subaru Imprezę (śmiech). Michał: ja jadę nad morze do kolegi i pewnie morza nie zobaczę (śmiech).

Chcecie powiedzieć jeszcze coś istotnego?
Wyłącz dyktafon to powiemy ci coś bardzo istotnego (śmiech).

Rozmawiała: Magda Łyko

"Poniedziałek - Extra Tygodnik Częstochowski"

 
PDF Drukuj Email
W Mławie dobrze się bawię

0913-bajkaartOd ponad 40 lat jest niekwestionowaną królową polskiej sceny muzycznej. Któż nie nucił „Małgośki” i nie wsiadał do „pociągu byle jakiego”. 11 lipca Maryla Rodowicz zaśpiewa dla mławskiej publiczności.

Ekstra Mława: Jakiego repertuaru możemy się spodziewać?

Maryla Rodowicz: Na koncertach śpiewam to czego oczekują ludzie, znane hity i najnowsze piosenki

Wydana w 2008 r. płyta „JEST CUDNIE” to bardzo dobry krążek. Jak by go Pani umiejscowiła w swojej dyskografii ?

- To płyta wyjątkowo spójna, produkowana przez Andrzeja Smolika. Dobrze się jej słucha, sama nie wiem, po prostu kolejna dobra płyta w moim dorobku.

Na pani oficjalnej stronie pojawiła się informacja, że pracuje pani jednocześnie nad dwoma płytami, przy czym jedna z nich ma być niespodzianką, a na drugiej znajdą się odnalezione teksty Agnieszki Osieckiej.  Jaka to będzie płyta i kiedy możemy spodziewać się premiery?
- Pierwsza płyta mam nadzieję, że ukaże się w tym roku, w listopadzie. To będzie prezent dla samej siebie. Druga z tekstami Agnieszki Osieckiej powinna się ukazać w pierwszej połowie przyszłego roku. To będzie hitowa płyta. Mam połowę muzyki - reszta się pisze.

Z czym się Pani kojarzy Mława?

- W latach 80 śpiewałam taką piosenkę z tekstem Osieckiej-Mława...siedzę w Mławie, przy czarnej kawie i dobrze się bawię, a jakże...

Dziękujemy za rozmowę.

„Extra Mława”

 
PDF Drukuj Email
Szymon Majewski

24MajewskiartJest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci świata show -biznesu w Polsce. Drwi sobie z polskiej sceny politycznej ukazując przywary naszych polityków, dostarczając przy tym wiele radości i zabawy.

Dzięki swojej mocnej i ugruntowanej pozycji budzi szacunek i respekt, a idąc wzdłuż sejmowego gmachu politycy omijają go szerokim łukiem chcąc uniknąć „szydzenia” z jego strony.

Po za kampanią wyborczą chętnie się z nim spotykają, ale gdy jest to czas wyborów i walki „o stołek” wielu modli się, by Szymon ich nie namierzył. Bo nikt nie potrafi w tak dosadny i odważny sposób ośmieszać wady i ich potknięcia . Może gdyby lepiej rządzili i nie było by afer z ich udziałem takie osoby jak Szymon nie były by dziś potrzebne. Korzystając z okazji, że Majewski przyjechał do Częstochowy, by wspomóc akcję charytatywną zapytaliśmy, jak on widzi swoje codzienne życie i „ataki na polityków”. Uzyskaliśmy też wskazówki jak uparcie i z klasą wytykać błędy rządzącym w naszym mieście. Satyra polityczna nie wzięła się z przypadku, jest to celowe działanie mające uwypuklić nieudolne działania polityków, a niestety takich w naszym regionie jest wiele. Dlatego też jednym z kierunków dziennikarskiej twórczości naszej redakcji jest próba pokazania, ale w sposób ciekawy, błędy ludzi rządzących Częstochową. Mamy nadzieję, że wyciągniecie z tego sami jasne wnioski, a nasi politycy ucieszą się, że w myśl zasady „Nie ważne jak gadają, ważne, że gadają” po raz kolejny ich nazwisko pojawi się na łamach „Poniedziałku”. Jego dobry kolega Ędward Ącki założył swoją partię polityczną, która odniosła wielki sukces. Kto wie być może również w Częstochowie już niebawem utworzy się nowa siła polityczna, a w lokalnej telewizji obejrzymy „Rozmowy w tłoku?. Spotkanie było znakomitą okazją do tego, by zaprezentować dotychczasowe wydania Tygodnika Poniedziałek, za które zostaliśmy pochwaleni przez samego guru „politycznego szydzenia”, który osobiście złożył autograf na jednej z gazet.

Jacek Tolewski – Politycy się ciebie boją?

Szymon Majewski - Wiesz co? Nie wiem! Może nie tyle co się boją, tylko mnie nie lubią. Oni chcą być strasznie poważni, a jak ja zdejmuje trochę pianki z tego i bawię się ich kosztem to im się to nie podoba. Chcą być poważni, dostojni jako tacy mężowie stanu, a tutaj pojawia się ktoś taki jak ja i  „drze z nich łacha”. To się im po prostu nie podoba i stąd negatywny stosunek do mojej osoby.

J.T. - A to, że jesteś w stosunku do nich dociekliwy, upierdliwy, natrętny, czasami z nich szydzisz nie sprawia właśnie, że cię szanują i nie lekceważą? Mają poczucie, że nie darujesz im żadnego potknięcia i znajdziesz pomysł by to ośmieszyć. Czy w takim razie żeby ktoś cię szanował trzeba wejść mu za skórę?

S.M. - Nigdy nie sprawdzałem tego czy się mnie boją, czy czują respekt, ale wiem, że uciekają przede mną. Ostatnio byłem jako Ącki na debacie politycznej to widziałem jak przede mną uciekali. Marek Jurek nie podał mi ręki na przywitanie. Zobaczył, że ja to ja i cofnął rękę. Komorowski, który miał zawsze poczucie humory, spotykał się z Ąckim, odkąd zaczął kandydować stracił poczucie humoru i unika spotkań ze mną.

J.T. - Twoja praca to chyba niezła zabawa, musisz się świetnie bawić, zresztą cała ekipa, która z tobą współpracuje ma niezły ubaw podczas pracy?

S.M. - Powiem tak, czasami bywa to męczące, zabiera dużo energii i baterii, ale z drugiej strony daje ci niesamowitego kopa i nie ma większej radości jak bawienie innych ludzi, rozśmieszanie ich. Ja zawsze to robiłem w przedszkolu, szkole i robię to teraz, także dla mnie to jest naturalne. Nie musze nic w sobie wymuszać.

Magda Łyko -A czy z tego powodu spotkały cię kiedyś jakieś konsekwencję?

S.M. – Tak, od czasu do czasu jeżdżę do sądu, niektóre sprawy się skończyły, jeszcze jakieś trwają, ale są to dwie może trzy sprawy, nie miałem nigdy tego dużo. Dla sądu to jest trochę trudne, bo pozywanie mojej osoby do sądu nie ma sensu. Te rozprawy wyglądają komicznie np. rozważamy czy ten żart jest śmieszny czy nie, powołujemy ekspertów mówię ci to jest przekomiczna sprawa.

M.Ł. – Szymon jak uświadomić ludziom, że w ośmieszaniu polityków czy wytykaniu wad nie ma nic złego, że drwina to nic złego i będąc osobą publiczną trzeba się z nią liczyć?

S.M.. – Trzeba mieć na pewno dystans do siebie, pokazać minusy nie tylko jednego polityka, ale wszystkich, którzy np. o których w danym momencie jest głośno. Pokazywać wady polityków z różnych opcji i patrzenie na wszystkich z dystansem. Niech to najpierw będzie śmieszne, niech to będzie dobry żart, a dopiero potem szyderstwo. Czyli nie powinno się myśleć o tym by komuś „przywalić” bez pomysłu.

Magda Łyko i Jacek Tolewski

„Extra Poniedziałek”

 
PDF Drukuj Email
Gołębie filmy o Krakowie

17Krakw_-_Sukiennice_1artGołębie wystąpiły w roli operatorów filmowych. Robiły robiąc zdjęcia miniaturowymi kamerami przypiętym do tułowi. Nakręcone w ten sposób  filmy pokazujące piękno Krakowa z lotu ptaka od dzisiaj można oglądać w sieci.

- Gołębie są najsłynniejszymi mieszkańcami Krakowa. Nasze miasto zostało pokazane ich oczyma - powiedziała Monika Piątkowska, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. marki Kraków – filmy to  element, nietypowej akcji promowania Krakowa skierowanej do mieszkańców całej Polski, zorganizowanej przez Urząd Miasta.

Wyposażone w kamery, a wcześniej poddane specjalnemu "treningowi", były wypuszczane w powietrze z pięciu punktów Krakowa: z Rynku Głównego, Kopca Kościuszki, Kazimierza, Nowej Huty i Kopca Kraka.

Z materiału nakręconego przez gołębie – powiedziała Katarzyna Gądek, dyrektor Biura Marketingu Turystycznego Miasta w Urzędzie Miasta Krakowa – zostało zmontowanych prawie 20 filmów, które od czwartku są dostępne w internecie, na stronie www.krakow.travel. W oryginalny sposób umożliwią one  internautom z całej Polski wirtualne zwiedzenie Krakowa.

Do niektórych filmów tło obrazów tworzy specjalnie skomponowana muzyka. W przypadku pozostałych, dźwięki są naturalne - takie, jakie są słyszalne podczas lotu gołębia nad ulicami i budynkami. Widz może więc usłyszeć klaksony samochodów, śmiech ludzi czy bicie krakowskich dzwonów.

W roli filmowców wystąpiło sześć gołębi pocztowych. Kamery dostosowane do budowy klatki piersiowej gołębia - bardzo małe, o podłużnym kształcie, lekkie, ważące 18,5 grama - przypięto do tułowia za pomocą specjalnej uprzęży wykonanej z miękkich gumek, nie krępujących ruchów mięśni i nie sprawiające ptakom dyskomfortu. Uprząż nie ograniczała ruchu klatki piersiowej i nie utrudniała ptakowi oddychania i nie przeszkadzała w ruchu nóg.

Większość przelotów gołębi-filmowców lotów trwała ok. 15 minut, a pokonany dystans od 7 do 16 km. Po locie ptaki wracały do gołębnika gdzie były pod nadzorem weterynarzy.

Na wcześniejszy "trening", poprzedzający lot właściwy, złożyło się kilka etapów, m.in. spacer z uprzężą w gołębniku - w celu przyzwyczajenia ptaka do uprzęży oraz krótkie loty wokół gołębnika - najpierw z samą uprzężą, potem także z kamerą.

Ptaki, które wzięły udział w akcji, wytypowano we współpracy z fachowcami z Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych.

PAP Nauka w Polsce www.naukawpolsce.pap.pl

 


Strona 1 z 2